środa, 24 grudnia 2014

| 22 | - Pięknobestioświęta

Podczas przedświątecznych porządków, gdy usiadłam na chwilę w fotelu, by złapać oddech, usłyszałam dziwny szelest, jakby dobiegający z wysoka, spod samego dachu. Gdy podniosłam głowę, ujrzałam Bestię, zwiniętą w kłębek i śpiącą na pudle stojącym na najwyższej szafie w moim pokoju. 

Pomyślałam: "Jak bardzo jej czasem zazdroszczę".

W dni takie jak Boże Narodzenie, jak zresztą w większość uroczystych dni, czuję się z reguły obco. Ponieważ żyję na tym świecie nie od dziś, wiem dobrze, czego oczekują ode mnie inni, jak powinien wyglądać mój wkład w przygotowania do świąt, jakie życzenia komu złożyć i jak się zachowywać. Odczuwam jednak przede wszystkim niepokój i stres - stresują mnie ładne, drażniące mnie fakturami i zapachami ciuchy, nerwowa bieganina, drobne zmiany (odkąd pamiętam, zawsze był tamten obrus w dzwoneczki! Zawsze używaliśmy innej zastawy!) i rozdźwięk pomiędzy moimi uczuciami a uczuciami moich bliskich. Lubię smaki świątecznych potraw i zapachy ciast, ubieranie choinki, a nade wszystko uwielbiam wysyłać pocztówki i obdarowywać innych upominkami, ale nigdy nie czułam w sobie prawdziwej, szczerej wiary w Boga i wiem, że to się raczej nie zmieni, nie potrafię wierzyć. Mam świadomość, że nie doświadczam tego, co ludzie wokół mnie czują, i jestem z tym sama. Uśmiecham się i tak dalej, ponieważ nie chcę sprawiać nikomu przykrości czy przysparzać zmartwień... W głębi duszy czuję jednak, że najbardziej chciałabym móc wreszcie zamknąć się w swoim pokoju, wleźć pod ulubiony pomarańczowy koc i poczytać książkę, wyciszyć się, skoro już mam wolne od codziennych zajęć. 

A wiecie, że swoją pierwszą książkę z baśnią o Pięknej i Bestii, którą uwielbiam, znalazłam właśnie pod choinką? Miałam wtedy bodajże pięć lat.

R.





Czytelniku!
Jeśli lubisz święta Bożego Narodzenia, życzymy Ci z grubsza tego samego, co wszyscy: aby były one dla Ciebie czasem przepełnionym ciepłą, rodzinną atmosferą, spędzonym w dobrym zdrowiu i dobrym nastroju. Abyś poczuł to, co właśnie dla Ciebie jest wtedy najważniejsze, swoją własną magię świąt.
Jeśli natomiast święta są dla Ciebie źródłem stresu - przede wszystkim życzymy Ci, abyś odnalazł w te dni czas lub miejsce, gdy będziesz potrafił naprawdę się zrelaksować. Nieważne, czy stresuje Cię nadmiar bodźców, atmosfera dookoła, zachowanie innych czy po prostu z jakichś powodów nie lubisz świąt - życzymy Ci świętego... eee, świątecznego spokoju, spokoju i jeszcze raz spokoju.

B. & R. & Ś.

czwartek, 16 października 2014

| 21 | - Flora i fauna

Zapytałam dziś Świetlika, jak mu idzie pisanie nowego posta na bloga, który na razie przypomina nieco Niewidzialnego Różowego Jednorożca - jest jednocześnie niewidoczny i śmieszny. Otrzymałam następującą odpowiedź esemesową:

"Piszę posta o poczuciu humoru, ale jest on tak śmieszny, że zawsze w ataku śmiechu przypadkiem naciskam backspace i wszystko usuwam".

Myślę, że Świetlikowe poczucie humoru najpełniej uzewnętrznia się w rysunkach jego autorstwa, a moim ulubionym z nich jest - dla mnie kultowy - poniższy rysunek z 2008 roku.

Kto (lub co) najbardziej Wam się podoba? Moim ulubieńcem jest Pegas, czyli uśmiechnięty gwiazdozbiór Pegaza, ale uwielbiam też oczko wodne i mamuta w lodówce.




wtorek, 30 września 2014

| 20 | - O co chodzi?

Dzisiejsza rozmowa telefoniczna pomiędzy mną a Świetlikiem:

R.: Dzwonię do ciebie, bo widziałam na telefonie, że pisałeś, ale nie umiem ci odpisać, bo nie działa mi klawiatura. Gdy chciałam odpisać, kliknęłam coś nie tak i się zawiesiła. Nie da się wybrać liter.
Ś.: A, okej.
R. Dzwonię, żebyś mi powiedział, o co chodzi.
Ś.: Ale ja nie wiem, o co chodzi!
R.: Jak to?
Ś.: Nie znam się na klawiaturach.
R.: Chciałam wiedzieć, o co tobie chodzi, a nie, o co chodzi z klawiaturą.
Ś.: Aaaa... 
R.: Powiedz mi teraz, to od razu odpowiem.
Ś.: Ale ja nie chcę mówić. Wolę napisać.
R.: Ale ja i tak nie mogę ci odpisać.
Ś.: Okej, to ja ci napiszę.

R.

niedziela, 28 września 2014

| 19 | - Aspi-ślady: Tomoko sama w domu

Od czasu do czasu, błądząc po forach i innych stronach w jakiś sposób powiązanych z tematyką autyzmu/ZA, regularnie natrafiam na próby odpowiedzi na pytanie, czy dana postać fikcyjna (filmowa, literacka etc.) "ma" ZA. Spekulacje takie nie dotyczą, rzecz jasna, postaci, które ich twórcy świadomie obdarowali zespołem Aspergera, ale tych, które oficjalnie go nie mają, a jednak przez swoje cechy charakterystyczne powodują u odbiorców skojarzenia z tym zespołem. Wśród podejrzewanych o ZA są więc, obok popularnego ostatnio Sheldona Coopera, także m.in. Edward Nożycoręki czy Łusia Pałys z cyklu powieściowego Małgorzaty Musierowicz. Gdybym miała wszystkie takie tropy śledzić i zastanawiać się nad każdym z nich, nie zostałoby mi wiele wolnego czasu, a jednak pewnego dnia uległam Świetlikowi, gdy entuzjastycznie zaprosił mnie do obejrzenia anime, ponieważ "bohaterka jest aspą!". Może to przez moją słabość do japońskiej animacji, może przez urok osobisty Świetlika, a może zainteresowanie najdłuższym tytułem anime, jaki dotąd widziałam. W każdym razie - obejrzałam i mam ochotę zapisać swoje refleksje.

Anime nosi tytuł Watashi ga Motenai no wa Dou Kangaete mo Omarea ga Warui!, w skrócie WataMote. Skróty są czymś niebywale popularnym wśród fanów anime... w sumie nic dziwnego, gdy się spogląda na ten tytuł.

Fabuła WataMote kręci się wokół nastoletniej Tomoko Kuroki, która niedawno rozpoczęła naukę w liceum, i jej pragnienia, aby "stać się bardziej popularną" w szkole... przez co rozumie w gruncie rzeczy zawarcie jakichkolwiek nowych znajomości. Podejmuje w tym celu szereg prób, jednak wszystkie kończą się klapą i doprowadzają ją do punktu wyjścia, a mianowicie do jej pokoju, w którym spędza całe dnie po powrocie ze szkoły, najczęściej grając w popularne w Japonii gry randkowe.


WataMote

Rzeczywiście, nie da się ukryć, że Tomoko przejawia wiele cech ZA, chociaż nie mnie wyrokować, czy dostałaby diagnozę. Tak czy siak, jest faktem, że nawiązywanie kontaktów z innymi, zwłaszcza rówieśnikami, sprawia jej trudności tak ogromne, że poza rodziną i jedną jedyną koleżanką z poprzedniej szkoły z nikim nie potrafi porozmawiać bez komplikacji. Najlepiej czuje się w środowisku domowym i jedynie wtedy zachowuje się w pełni swobodnie, poza domem natomiast niemal każda rozmowa wywołuje u niej metamorfozę podobną do Świetlikowych - jej mimika, głos i zachowanie przestają być naturalne, aż czuć napięcie unoszące się w powietrzu. Tomoko nie potrafi odczytywać prawidłowo intencji innych, czego przykładem jest branie drobnych przejawów zwykłej ludzkiej grzeczności za oznaki sympatii czy przyjaźni. Jest bardzo kiepska w naśladowaniu - wie, jak chce wyglądać w oczach innych, jednak rezultaty zwykle są przeciwne do zamierzonych, a ona nie rozumie, dlaczego. Swoje porażki często zrzuca na innych i wydaje się mieć zawyżoną samoocenę, ale moim zdaniem to tylko pozory, próby "zachowania twarzy" przed sobą. Próbuje czerpać wiedzę o ludziach z Internetu i gier symulacyjnych, co nie wychodzi jej na dobre - jej przekonania na temat rzeczywistości często są błędne, jak chociażby sposób myślenia o pójściu do liceum czy podjęciu wakacyjnej pracy. W pewnej sferze jest aż nazbyt dojrzała, lecz generalnie bardzo dziecinna jak na swój wiek, najlepiej czuje się wśród młodszych (dzieci).


WataMote

WataMote niewątpliwie nie jest serialem dla wszystkich. Po pierwsze, oglądanie go wymaga umiejętności wyłączenia na jakiś czas empatii i nabrania dużego dystansu, jako że serial wyśmiewa sytuacje, które same w sobie - a zwłaszcza, gdy się w nich samemu uczestniczy - nie są ani trochę zabawne. Wrażliwość raczej w tym przeszkadza. Myślę, że niejeden Aspi może też poczuć urazę na samą myśl o porównaniu się do Tomoko, na zasadzie: "Przecież ona nieraz zachowuje się jak idiotka, a ja nie jestem idiotą!". Zanim zaczniemy w ten sposób myśleć, należy jednak zwrócić uwagę na jeszcze jedną istotną rzecz, która wpłynęła na mój odbiór tego anime.

Tomoko - niezależnie od tego, czy ma zespół Aspergera, czy nie - ma poważne problemy z funkcjonowaniem społecznym i nie dostaje żadnego wsparcia. Nie mówiąc już nawet o specjalistycznej pomocy, której wielu dorosłych dziś ludzi w jej wieku nie miało, jej rodzice nie widzą żadnego problemu w tym, że córka spędza całe dnie w swoim pokoju, jest wiecznie niewyspana i nieziemsko samotna. Nie rozmawiają z nią prawie wcale, nie próbują jej zrozumieć, nie pomagają jej przejść przez trudny okres dojrzewania, stopniowo usamodzielnić się i zdobyć wiedzę o ludziach, której nie posiada i rozpaczliwie szuka. Nie wiem, jak zareagowałabym, znajdując piętnastoletnią córkę śpiącą na podłodze obok wibratora - mam nadzieję, że rozważnie i delikatnie... - ale na pewno nie zostawiłabym tej sytuacji bez jakiejkolwiek rozmowy. Również bratu Tomoko, który jako jedyny pozwala jej się wygadać, ale traktuje ją jak kulę u nogi, moim zdaniem ktoś powinien pomóc zrozumieć sytuację.


WataMote

Jest to więc nie tyle anime o osobie z problemami w kontaktach społecznych, ale o osobie z takimi problemami, która jest z nimi zupełnie sama i próbuje sobie radzić na oślep, metodą prób i błędów. I o tym pomyślałam, kiedy już obśmialiśmy ze Świetlikiem niektóre scenki - jak źle może (choć wcale nie musi) być, jeśli człowiek jest pozostawiony samemu sobie. I to nie jest już śmieszne. Ani trochę.

R.

piątek, 5 września 2014

| 18 | - Zmysły

R. twierdzi, że mam prawie kompletną gamę nieprawidłowości związanych z odbiorem świata przez zmysły.

Wzrok: praktycznie od kwietnia do września nie wychodzę z domu bez ciemnych okularów. Bardzo przeszkadza mi ostre światło. W rzadkich przypadkach, gdy w słoneczny dzień zdarza mi się zapomnieć zabrać ze sobą okularów, bolą mnie oczy i jestem zestresowany.
Gdy na coś patrzę, skupiam się na pojedynczych detalach. Bardzo pomaga to w tworzeniu zdjęć i programów, bo szybko wyłapuję niedoskonałości.

Słuch: z nim jest najwięcej problemów. Zawsze myślałem, że mam po prostu słaby słuch. Dopiero niedawno zorientowałem się, że z moimi uszami jest wszystko w porządku, za to mam bardzo duże trudności z rozdzielaniem pojedynczych źródeł dźwięków. Pamiętam skrajny przypadek, gdy wracając z uczelni po bardzo męczącym dniu nie potrafiłem wyodrębnić zza dźwięków wytwarzanych przez pociąg ani słowa spośród rozmowy trzech osób z mojej grupy, siedzących obok mnie. Również rozmowy przez telefon sprawiają mi dużo kłopotów właśnie z powodu szumów i okropnego brzmienia głosu rozmówcy. Dlaczego w tych wszystkich współczesnych wielozadaniowych telefonach-zabawkach z internetem i sterowaniem dotykowym nie rozwiązano jeszcze problemu fatalnej jakości samego połączenia telefonicznego, która na dobrą sprawę pozostaje taka sama od XIX wieku?

Smak: Lubię potrawy o pojedynczym, wyrazistym smaku, głównie słone albo ostre. Nie lubię potraw o mdłym lub zbyt bardzo wymieszanym smaku, jak na przykład ziemniaki i surówki. Smak danej potrawy oceniam wyłącznie po jej wyglądzie. ◕‿◕
Ponadto piję dużo wody i mam do niej bardzo ścisłe wymagania. Woda nie może być ani trochę gazowana, ale na tyle mineralizowana, żeby można było odczuć lekko metaliczny posmak. Niestety, większość wód nie spełnia tego drugiego wymogu i smakuje strasznie plastikowo. Wodą o perfekcyjnym smaku jest Żywiec Zdrój.

Węch: Tutaj akurat wszystko działa w miarę prawidłowo.

Dotyk: nie uważam się za człowieka nietykalnego, potrafię znieść bycie obejmowanym itd., chociaż sporo zależy od stopnia zaufania do drugiej osoby. Sam raczej nigdy nie wychodzę z inicjatywą dotyku. Mały kłopot pojawia się, gdy witam się przez podanie ręki z kilkoma osobami po kolei - wówczas odczuwam pilną potrzebę umycia rąk. Poza tym często nie zauważam drobnych urazów. Nieraz zdarza się, że zauważam na swojej dłoni jakieś zadrapanie i nie potrafię sobie przypomnieć, skąd ono się tam wzięło.
Jeśli chodzi o odczuwanie temperatury, to mam raczej ograniczoną tolerancję na gorąco. Zdecydowanie wolę przebywanie w chłodzie. W gorących pomieszczeniach, gdy tylko mam taką możliwość, co jakiś czas wychodzę do łazienki ochlapać twarz lodowatą wodą. Odprowadzam w ten sposób nadmiar ciepła.

Zmysł równowagi: R. uważa, że mam go znakomity, ponieważ potrafię budować bardzo smukłe i wysokie wieże z kart i klocków. Ja jednak nie do końca zgadzam się z tą opinią, ponieważ przykładowo czynności polegające na balansowaniu samym sobą wychodzą mi tak sobie. Umiejętność układania wież wynika więc raczej ze zdolności manualnych.

Ś.

czwartek, 4 września 2014

| 17 | - SMS od Świetlika

Ś.: Dzisiaj wymyśliłem też nowe słowo: neurotopowy, czyli ktoś bardzo bystry, kogo neurony zawsze pracują na topie możliwości.

R.

piątek, 29 sierpnia 2014

| 16 | - Odpowiedzi

Ninejszy post jest odpowiedzią na komentarze z notki 13.

Anegdotka o kocie: Istnieje pies, na którym położyłem kiedyś zabawkę kota. Kot rzucił się na zabawkę. Zdenerwowało to psa, który zaczął gonić kota.

Moje plany na przyszłość: chciałbym zarabiać, tworząc rzeczy związane z moimi pasjami. Aktualnie jestem na ostatniej prostej do ukończenia bardzo złożonego i profesjonalnego projektu, nad którym pracuję już od 2010 roku. Dużo osób po zobaczeniu nieukończonej jeszcze wersji stwierdziło, że projekt ten ma szansę odnieść duży sukces.
Dalekosiężnych planów nie posiadam, ponieważ przyszłość ma to do siebie, że nie można jej precyzyjnie przewidzieć (za dużo zmiennych).

Ś.

sobota, 16 sierpnia 2014

| 15 | - Relacje międzyludzkie

Piszę ten post na prośbę R. Zdecydowałam, że będzie on poświęcony moim trudnościom w relacjach z ludźmi. 

Okey, może zacznę od problemu najbardziej oczywistego - mam problem z poznawaniem ludzi, po prostu rozpoznawaniem ich, nawet jeśli widuję kogoś regularnie przez dłuższy czas. To schorzenie ma swoją nazwę - prozopagnozja. Podam na to kilka przykładów.
Miałam pewną nauczycielkę od kształcenia słuchu, która w momencie tego incydentu uczyła mnie już chyba ponad rok. Stoję sobie na przystanku i tak patrzę się prosto na nią i się zastanawiam: „Hmm... no ta kobieta wygląda trochę jak pani W., ale nieee, za niska...”; po czym ta kobieta podchodzi do mnie i mówi z taką dziwną miną: „Dzień dobry”... 
Przykład numer 2: Miałam dwóch cudownych nauczycieli fortepianu: jeden uczył mnie przez rok, drugi przez dwa. W przypadku tego pierwszego, pana R.: Siedzę sobie na korytarzu, ten facet przechodzi sobie obok; ja się tak na niego patrzę i usilnie próbuję sobie przypomnieć, kogo mi on przypomina. Dopiero jak mnie prawie minął to sobie uświadomiłam, że to on! No i powiedziałam dzień dobry - jego mina - jakby miał paść ze śmiechu... 
I wreszcie trzeci przykład: pan T., który uczył mnie w tym momencie przez 1,5 roku wyszedł przed szkołę zapalić. Ja idę do szkoły no i tak się znowu wgapiam w niego i profilaktycznie się z nim przywitałam, ale nie byłam pewna, czy to on. To był on. 
To tylko parę przykładów. Nie będę się przecież rozpisywać na trzy strony.

No to teraz przejdźmy do konkretnie relacji. Wszystkie relacje, nie ważne, czy chcę je utrzymywać, czy nie po prostu się rozlatują. Z tym, że zazwyczaj tendencja jest taka, że im bardziej chcę jakąś relację utrzymać, tym szybciej ona się kończy. Nie wspominając już o tym, że problem jest w tym, żeby w ogóle się rozpoczęła... Zazwyczaj ludzie po prostu mnie ignorują i nie odpowiadają na moje próby nawiązania kontaktu. No a jak już odpowiedzą to... różnie, ale najczęściej jestem ostatnia na liście osób do których warto się odezwać. I to jeszcze z łachą... Zazwyczaj to ja muszę się starać, aby taki kontakt się utrzymał, ale i tak jest to z góry skazane na niepowodzenie. Po prostu po krótszym lub dłuższym czasie zaczynam ludzi drażnić i po prostu zaczynają być niemili. Ale tak jawnie niemili. W taki okropny lekceważący sposób. 
Przykład: miałam koleżankę w szkole muzycznej przez baardzo krótki moment. No cóż, nie wiem czemu, ale ta znajomość bardzo szybko się rozleciała i jeszcze miałam wrażenie, że ta dziewczyna ze mnie kpi. To jest najczęstszy scenariusz. Może być też tak, że ktoś ze mną rozmawia, jest wszystko ok, a potem kontakt nagle się urywa, bez podania przyczyny. 
Kolejny przykład: zadzwoniłam do jakiegoś chłopaka, który miał mi udzielać lekcji z teorii muzyki. Dzwonię do niego, a ten cały zadowolony, wydzwania do mnie z 4 razy pod rząd. Potem jeszcze parę razy gadaliśmy, coraz krócej i chłodniej (z jego strony). W końcu, żeby jakoś już ta znajomość nie przepadła napisałam szanownemu P. coś tam pod jakiś postem na FB. Nie tylko kompletnie go zignorował, ale jak ktoś inny coś napisał to od razu odpisał i miałam wrażenie, że napisał coś złośliwego w tej odpowiedzi w moją stronę. No jasna cholercia, przecież ja mu nic nie zrobiłam... 

Moja mama mówi, że relacje między ludźmi to polityka. Ja nie lubię polityki. Bardzo nie chcę zacząć traktować ludzi jak pionki w grze i patrzeć tylko co i z kim bardziej mi się opłaca. Takie myślenie wzbudza mój straszny niepokój i myślę, że nie czułabym się dobrze z takim myśleniem. Już chyba wolę moje nieporadne kontakty, ale takie, które są szczere i niezakłamane. I nie jakieś takie wyrachowane, czy coś... 
No cóż, zawsze mam na pocieszenie mojego kota. I lekcje przez Skype z pewnym również bardzo miłym chłopakiem. :) Ale w tym momencie nie będę się nawet na nic nastawiać, może wtedy mnie nie oleje. No to chyba tyle. Takie moje spontaniczne przemyślenia.

Pozdrawiam! :)

Nika

czwartek, 14 sierpnia 2014

| 14 | - Rozstanie

Świetlik i ja rozstaliśmy się.

Jest mi bardzo trudno o tym pisać, dlatego długo się zastanawiałam, jak to zrobić, jednak nadal nie wiem. Z jednej strony, wciąż potrzebuję się na ten temat wygadać lub wypisać, z drugiej - nie potrafię ubrać myśli w słowa i nie chciałabym, aby ktoś uznał, że publicznie piorę brudy czy coś w tym stylu. Rozstaliśmy się w zgodzie, nie było żadnej wielkiej kłótni, zdrad, kłamstw - ta decyzja była raczej skutkiem długotrwałego myślenia nad naszymi potrzebami i celami w życiu.

Gdy się poznaliśmy w czasach liceum, mieliśmy jednakowe oczekiwania wobec życia, jednak z czasem to się zmieniło. Zaczęłam marzyć o mieszkaniu razem, niezależności finansowej, a w dalekiej perspektywie o byciu rodziną, ale moje marzenia pozostały jednostronne. Zaczęłam dostrzegać, że Świetlik nie tylko nie podziela i nie rozumie mojej wizji życia, ale także wielokrotnie nie jest szczęśliwy przez to, że ja go w tej wizji chciałabym umieścić. Ostatni rok, mimo że wiele razy rozmawialiśmy o tych kwestiach i próbowaliśmy różnych sposobów, by uratować związek, emocjonalnie bardzo nas oddalił. Czułam, że się męczymy i żadne z nas nie jest już szczęśliwe - Świetlik z tym, czego ja oczekuję, a ja z tym, co jest.

Myślę, że to, co się stało, nie jest winą zespołu Aspergera jako takiego, a raczej naszych indywidualnych podejść do życia. Spotkałam ludzi z ZA, którzy mają wizję życia podobną do mojej, i wielu neurotypowych, których podejście jest bardziej podobne do Świetlikowego.

Jest mi z tą decyzją bardzo trudno żyć. Mimo upływu czasu cierpię, w mojej głowie wciąż przewijają się wspomnienia i ranię ludzi dookoła siebie, choć nie chcę. Martwię się też ciągle o Świetlika, o to, jak sobie radzi i jak się czuje - zwłaszcza, że on nie potrafi mówić o swoich uczuciach z taką łatwością jak ja. Nie wiem, jak on się czuje, bo ja czuję, że życie nigdy nie będzie takie samo. Boję się o niego. Boję się, że już nie zdołam pokochać kogoś innego tak, by być zdolną do poświęceń i myśleć na pierwszym miejscu o nim, a później dopiero o sobie. Boję się, że nie umiemy być w pełni szczęśliwi ani razem, ani osobno.

Czasem - mimo świadomości, że zrobiłam, co mogłam, ale po każdej próbie zmian było tak samo - tęsknię tak, że nie daje mi to żyć. Cieszę się, że wciąż mam wakacje, bo kontakty z ludźmi są dla mnie w takie dni nie do zniesienia, z wyjątkiem najbliższych dwóch czy trzech osób.

Jakiś czas temu rozmawialiśmy o nas i Świetlik powiedział, że chciałby wciąż utrzymywać ze mną kontakt, od czasu do czasu porozmawiać i pomagać sobie, gdy to możliwe. Mam nadzieję, że to się nie zmieni niezależnie od tego, jak ułożymy sobie życie. Mam nadzieję, że w ogóle zdołamy je sobie ułożyć.

Zgodziliśmy się też, że chcemy dalej prowadzić bloga, gdyż - sądząc po reakcjach ludzi - takie miejsce jak to jest ludziom podobnym do nas w jakiś sposób potrzebne. Wciąż za mało dorosłych osób z ZA i ich bliskich mówi głośno o sobie (inna sprawa, że mało kto o nich pamięta). Mamy jednak na razie oboje problem z pisaniem. Dlatego wpadliśmy na pomysł, aby zaprosić znajomą z ZA, by napisała co nieco od siebie, podczas gdy my nie umiemy się zanadto ogarnąć. Następna notka będzie jej autorstwa i mam nadzieję, że to nam wszystkim dobrze zrobi.

R.



[edit by Świetlik, 29 III 2015] 
Jak można się domyślić, jesteśmy ponownie razem. R. zrozumiała, że pomimo mojej nieporadności nigdy przez nikogo nie będzie kochana tak bardzo, jak przeze mnie, a ja sam po niedawnym przypadkowym ekscesie z inną dziewczyną też wiem, że spośród wszystkich ludzi tylko przy R. czuję się naprawdę swobodnie i komfortowo.

[edit by Rika] 
Jesteś bardzo grzeczny, pisząc o swoim ekscesie, a moje przemilczając. Jestem pewna, że większość ludzi nie byłaby do tego zdolna.

piątek, 1 sierpnia 2014

| 13 | - O czym napisać?

Przepraszam za ostatni brak aktualizacji.
R., zakładając bloga, nie wzięła pod uwagę tego, że w gruncie rzeczy dla ludzi, którzy nie podzielają moich zainteresowań, jestem totalnie nudną osobą, nie znoszę tak po prostu opowiadać o sobie, a do tego sklecenie jednego w miarę poprawnego gramatycznie zdania zajmuje mi od 10 do 15 minut.
Jeśli kogoś mimo wszystko interesuje cokolwiek na mój temat, to sugeruję w komentarzach zaproponować coś, o czym mógłbym napisać, a ja spróbuję coś napisać.

Ś.